Wszystko co musisz wiedzieć przed zabraniem niemowlaka w góry – noszenie, przewijanie, karmienie i nie tylko.


Duet doskonały

Natura i dzieci to duet doskonały. Nie potrafimy sobie wyobrazić lepszego! Zieloność, błękit i łagodność koloru ziemi zdaje się idealnie pasować do małych rączek żądnych eksploracji, nóżek które chcą biec dalej niż jeszcze umieją i buzi umorusanych leśnymi jagodami. Las koi, krzepi, otula i wycisza. Daje szanse na harmonijny rozwój, odcina niepotrzebne bodźce i pozwala na to, by czas płynął leniwie swoim naturalnym rytmem – bez pośpiechu. Dlatego swoje pierwsze kroki we trójkę, a później we czwórkę zawsze kierowaliśmy ku zieloności – do parku, do lasu, w góry, na łąki… I do dziś tak nam zostało! Nie mieliśmy wątpliwości, że to jest słuszna decyzja mimo babcinych zawodzeń, że „pomrozicie to dziecko!”…  Zanim na świat przyszły dzieci wędrowaliśmy przy każdej nadarzającej się okazji – po Beskidzkich drogach i bezdrożach, dzikich Alpach Rodniańskich, Parkach Narodowych Ameryki, czy śródziemnomorskich ścieżkach pachnących oliwkami i słońcem. Wystarczyło kilka kanapek, batonów, woda i ruszaliśmy w drogę. Z dziećmi (zwłaszcza tymi małymi) już tak prosto nie jest. Co nie znaczy, że nie może być! Dlatego chcemy podzielić się naszym doświadczeniem praktycznym z tymi, którym za jakiś czas zacznie towarzyszyć malutki człowiek lub tymi, którzy takiego towarzysza już mają ale jeszcze nie zdecydowali się zabrać go w góry. W naszym odczuciu przede wszystkim kilka kwestii wartych jest omówienia przy perspektywie zabrania maluszka na szlak. Zaczynamy!

Po pierwsze… DOJAZD

O ile podróżując sami, musimy brać pod uwagę tylko wytrzymałość naszego pęcherza i odległość od kolejnej stacji benzynowej, o tyle, przy wyjazdach z niemowlakiem należy uwzględnić przede wszystkim jego potrzeby. Są maluszki pasjami wielbiące samochodowy warkot i łagodne kołysanie. Są takie, które włożone do fotelika dostają palpitacji serca (a wraz z nim i kierowca) – tak było w naszym przypadku. Dlatego zawsze staraliśmy się wyruszać w drogę w czasie drzemki i dostosować długość podróży do długości jej trwania. Tym samym zawężało nam się pole manewru jeśli chodzi o czas spędzony na szlaku bo powrót do domu również planowaliśmy na popołudniową drzemkę. Ale dzięki temu podróże były spokojne i względnie przyjemne. Niezależnie jednak od upodobania do podróży samochodowych należy pamiętać, że maksymalny czas przebywania dziecka w foteliku samochodowym nie powinien przekraczać 2 godzin – po czym należy zrobić bezwzględną przerwę i zmienić pozycję malucha, dać mu się położyć na brzuszku, poturlać po trawie czy poraczkować na kocu. Gdy maluszek podrośnie i trudniej się „wstrzelić” w czas drzemki, warto mieć ze sobą małe gadżety umilające podróż. U nas nieodzownymi kompanami wyjazdów były zabawki Lamaze, mały znikopis czy książeczki z otwieranymi okienkami

Po drugie… TRASA

Pięciokilometrowa trasa wydaje się być betką? Może się okazać, że pokonanie takiego dystansu z maluszkiem zajmie Wam tyle samo czasu co samodzielna wyprawa na 25km. Wszak po wyjściu z samochodu czas na posiłek. Przewijanie. Motanie w chustę. Chwila spaceru. Posiłek. Przewijanie. Chwila przerwy aby mały człowiek dotknął trawy, szyszki, popatrzył w niebo. Posiłek. Motanie. Chwila spaceru… I tak w kółko.  Dlatego warto zawsze dostosować długość trasy do możliwości maluszka i jego potrzeb, przewidzieć możliwość szybszego zejścia, skrótu w sytuacji zaplanowania dłuższego przejścia gdyby sytuacja na szlaku nas jakkolwiek zaskoczyła. Na początkowe wyprawy lepiej wybrać znaną Wam, wygodną trasę na której będziecie czuć się pewnie i dobrze. Gdy dodatkowo przebiegać ona będzie przez schronisko, tym lepiej i pewniej dla Was.

Po trzecie… NOSZENIE

Niemowlak jak zdolny by nie był raczej w góry samodzielnie nie powędruje… 😊 Dlatego wraz z wstąpieniem do Klubu Górskich Rodziców przyjmiecie na siebie rolę szerpy i nosicza. Taki los! Bo poza plecakiem nosić będziecie też Waszego malucha. Póki samodzielnie malec nie siada, w zasadzie jedynym wyborem jest chusta. Gdy natomiast maluszek zacznie samodzielnie siadać (nie siedzieć, a siadać – to wielka różnica!) do wyboru macie całe spektrum nosideł ergonomicznych. W późniejszym etapie czeka na Was możliwość korzystania z nosidła turystycznego ze stelażem – tutaj jednak mowa już o dzieciakach chodzących, które stabilnie i pewnie utrzymują pionową postawę ciała. Przed wyprawą zawsze „sprawdźcie się” z maluszkiem i wybranym sprzętem na krótkiej trasie czy spacerze w pobliżu domu. U nas o ile PowsiBalerina mogła spędzić w chuście 12h i była szczęśliwa o tyle PowsiWędrowniś dawał się zamotać na pół godziny po czym następowała salwa płaczu nie do opanowania. Więc większość wycieczek w okresie niemowlęcym spędzał noszony na rękach… Ale to była katorga dla noszącego więc nie polecamy. Kwestie związane z noszeniem dzieci w górach szczegółowo opisaliśmy tutaj.

Po czwarte… POGODA

Pogoda w górach lubi płatać figle zarówno „in plus” jak i „in minus”. To, że w Krakowie mgła i jesienna szaruga wcale nie znaczy, że na Kudłaczach jest tak samo. Dlatego często korzystamy z kamerek internetowych w popularnych miejscach np. Schronisko pod Durbaszką, Palenica, Wierchomla Mała które dają nam jasny ogląd na warunki panujące w miejscu, do którego zmierzamy. Zawsze też śledzimy prognozę na portalu yr.no oraz new.meteo.pl. Natomiast jeśli chodzi o wyprawy w Tatry, tutaj bezkonkurencyjna jest prognoza podawana przez Rafała Raczyńskiego. Z maluszkiem warto wędrować w umiarkowanych temperaturach i generalnie, po prostu przyjemnej pogodzie. Osobiście odpuszczamy wędrówki, gdy prognozy jasno wskazują na opady deszczu czy intensywnego śniegu, duży mróz zimą czy upały latem. Bo siebie o ile osłonimy kurtką i pójdziemy w dal, o tyle z maluszkiem może być trudniej. Co zrobić gdy zacznie płakać w czasie ulewy? Jak go nakarmić gdy z nieba leją się strugi deszczu? Jak przewinąć, gdy na dworze mróz i hula wiatr?

Po piąte… PRZEWIJANIE

O dziwo ten aspekt zawsze u znajomych budził największe zainteresowanie, gdy opowiadaliśmy o wyprawach z maluszkami. Dla nas natomiast nigdy nie było to problemem. Niemowlaka przewijamy wszędzie gdzie istnieje taka potrzeba i są ku temu możliwości. Mamy ze sobą kawałek cienkiej karimaty lub materiałowy przewijak, biodegradowalne chusteczki nawilżane wodą, kilka pampersów i woreczki na zużyte pieluszki. Znajdując jakikolwiek kawałek płaskiej przestrzeni rozkładamy naszą podróżną stację higieniczną i przystępujemy do szybkiej „akcji”. Warto też mieć w zapasie dodatkową parę body i spodenek na wypadek konieczności zmiany ubranka – wszak rodzice wiedzą, że różnie to bywa… 😊 Gdy natomiast na trasie mamy schronisko sprawa jest jeszcze prostsza – przewijamy maluszka w jego murach niezależnie od stanu zapełnienia pampersa po prostu korzystając z wygodnych warunków. Często też zdarzało się nam przewijać niemowlaka na siedzeniu samochodu czy… w bagażniku samochodu.

Po szóste… JEDZENIE

Z niemowlakiem tak naprawdę sprawa jest prostsza niż prosta bo jego jedyny posiłek do mleko. Karmienie piersią w górach jest chyba najwygodniejszym sposobem o jakim można pomyśleć – wszak pokarm nie zajmuje miejsca w plecaku, jest zawsze ciepły i w wystarczającej ilości. Jedynie mama musi pamiętać o wygodnym ubraniu umożliwiającym karmienie i już! Karmiąc mlekiem modyfikowanym warto zadbać by mieć ze sobą zapas mieszanki, kilka czystych butelek ze smoczkami oraz gorącą wodę w termosie. Też nie jest to wybitnie skomplikowaną rzeczą choć wymaga już pewnego przygotowania przed wyprawą. Natomiast wraz z rosnącym maluszkiem warto zadbać o dodatkowe przekąski czy dania. Zawsze staramy się mieć ze sobą owoce (najlepiej sprawdzają się u nas jabłka, borówki amerykańskie, banany – bo wygodnie je zjeść i nie brudzą), owsiane ciasteczka, tubki owocowe (które są naszym „kołem ratunkowym”) czy kanapki. Często przy wędrówkach ze starszym niemowlakiem towarzyszył nam także termos z domową zupą, małe kotleciki, kabanosy, placuszki bananowe, muffinki marchewkowe czy naleśniki. Fajnie sprawdzają się też pomidorki koktajlowe, papryka pokrojona w paski, małe marcheweczki do chrupania lub świeże ogórki. Należy pamiętać także o wodzie do picia (najlepiej sprawdza się bidon z rurką, a zimą bidon termiczny) lub herbacie w termosie zimową porą. Jednak głównym kryterium wyboru jedzenia na wycieczki jest to, aby były to „pewniaki”, które dziecko zna i lubi aby mieć pewność, że ze smakiem zje. Bo dziecko głodne to dziecko niezadowolone.  A tego przecież nie chcemy!

Kilka wskazówek na koniec

  • Bardzo przydatnym akcesorium podczas wypraw z maluszkiem jest mata piknikowa czy karimata, pozwalająca wygodnie nakarmić malucha, zmienić jego pozycję, odpocząć czy przewinąć.
  • Warto zadbać o odpowiedni ubiór siebie i maluszka – pamiętajmy, że niesiony maluch jest unieruchomiony więc łatwiej o jego wyziębienie. Dlatego warto mieć dodatkową odzież, ciepłe „niechodki” czy rękawiczki jesienią i wiosną (o zimnie nie wspominając). Równocześnie, rodzic nosząc malucha łatwo może się przegrzać dlatego wełniane koszulki są świetnym rozwiązaniem. Natomiast latem szczególnie ważne jest nakrycie głowy zarówno dla rodzica (które da cień również maluszkowi) ale i dla dziecka – dobrze sprawdzają się miękkie kapelusiki.
  • Na pierwsze wędrówki warto wybierać się z osobą towarzyszącą, która w razie potrzeby nam pomoże czy… popilnuje malucha gdy trzeba będzie skorzystać z toalety.
  • I najważniejsze – warto nie nastawiać się na zdobywanie szczytów i celów, a cieszyć się z czasu wspólnie spędzanego wśród zieleni! Tak po prostu.