Wszystko co potrzebujesz wiedzieć na temat noszenia swojego dziecka podczas wycieczek – chusty i nosidła!


Dbamy o jakość treści na naszym blogu – dlatego wpis ten powstał we współpracy merytorycznej z doradczynią noszenia ClauWi Pauliną Maciaszek. Dziękujemy za wsparcie!

Góry i dzieci to duet idealny!

Góry i dzieci. Dzieci i góry. Jak to połączyć, gdy większość szlaków wiodących w piękne miejsca nie posiada asfaltowej drogi wiodącej na szczyt, po której z łatwością przejedzie dziecięcy wózek? Lub gdy w rodzicach drzemie chęć dłuższych wędrówek, którym nie podołają jeszcze małe dwuletnie nóżki? Jak to zwykle bywa, potrzeba okazała się po raz kolejny matką wynalazku. I to nie tylko jeśli chodzi o górskie wycieczki… Odpowiedź na zadane wyżej pytania jest prosta – należy dziecko nosić. Generalnie, jesteśmy zwolennikami noszenia dziecka wszędzie gdzie to możliwe, tak długo i tak często jak tylko dajemy rady. Przy małej PowsiBalerinie, totalnie zbędną inwestycją okazał się wózek gdyż jedyne, co akceptowała jako formę przemieszczania się było ścisłe przyleganie do Mamowego lub Tatowego ciała. Z kolei jej brat wprost nie znosił być „opatulony” i od wczesnej młodości przejawiał niechęć do krępacji jego ruchów. Zatem po raz kolejny sprawdza się reguła, że… totalnie brak reguł, które można by zastosować w sposób uniwersalny do każdego dziecka. Możliwości jednak jest kilka, które warto wypróbować! Zatem do rzeczy!

Po pierwsze – chustonoszenie.

To sposób noszenia dziecka, którego głównym akcesorium jest chusta – zazwyczaj dłuuuuuugi pas specjalnego materiału, którym w określony sposób motamy dziecko. Może być stosowany od pierwszych dni życia (my Zosię chustowaliśmy zaraz po wyjściu ze szpitala, czyli od 4 dnia życia) dopóki tak naprawdę jest to dla nas komfortowe. Sposobów wiązań najlepiej uczyć się z doradcą chustonoszenia, który pomoże nam dobrać wiązanie do naszych potrzeb i możliwości, zdradzi triki ułatwiające wiązanie, dokona niezbędnych korekt i pokaże krok po kroku jak opanować tę na początku nie łatwą sztukę. Innym sposobem nauki mogą być również tutoriale na youtube czy ulotki informacyjne dołączane do chust – podkreślam jednak, że nic nie jest lepszą formą nauki od spotkania 1:1 w domowym, bezpiecznym zaciszu lub na kameralnych warsztatach grupowych. Pomimo, że PowsiMama praktykowała w ciąży motanie 5 litrowego baniaka z wodą w ramach prób to i tak zamotanie własnego, malutkiego maluszka przyprawiało nas początkowo o palpitacje serca! Z perspektywy czasu sądzimy, że lepiej w tej roli „modela” sprawdzi się ciężka, ale miękka lalka czy pluszak podobnych noworodkowi rozmiarów (ok. 35 cm).

Kilka słów od profesjonalisty – najważniejsze zasady przy motaniu malucha!

Niezależnie jednak od sposobu nauki, jest kilka uniwersalnych zasad, których należy przestrzegać przy motaniu dziecka. Sami posiadamy jedynie nabytą na potrzeby opieki nad własnymi Powsinóżkami wiedzę – więc nie uznajemy się za profesjonalistów w dziedzinie. Dlatego poprosiliśmy kogoś, kto „zjadł zęby” na motaniu i nauce noszenia – Doradcę Noszenia ClauWi Paulinę Maciaszek – aby podzieliła się z nami najważniejszymi zasadami przy noszeniu malucha.

  1. Potrzeba – noszenie powinno być odpowiedzią na potrzeby dziecka i rodziców oraz dopasowane do możliwości rodzica. Decydując się na noszenie, dane wiązanie czy chustę pamiętamy by wziąć pod uwagę także własne zdrowie (psychiczne i fizyczne).
  2. Pocałunek – dziecko powinno być ułożone na środku klatki piersiowej na wysokości, która pozwala rodzicom na swobodne ruszanie głową. Dziecko nie może być tez zbyt nisko. Wysokość najlepiej sprawdzić testem „pocałunku” – lekko pochylamy głowę do przodu i całujemy dziecko w główkę. Jeśli się uda to znak że dziecko jest w dobrym miejscu.
  3. Rączki – na początkowym etapie pilnujemy aby rączki dziecka były blisko głowy, zwracamy uwagę by nie wplątały się w poły chusty, lub nie utknęły pod naszą pachą.
  4. Symetria – po zamotaniu sprawdzamy czy dziecko jest ułożone symetrycznie. Głowa, kręgosłup, miednica powinny tworzyć jedną prostą oś, a nóżki powinny być na tej samej wysokości.
  5. Litera C – plecy dziecka w chuście powinny mieć zaokrąglony kształt litery C, a miednica dziecka podwinięta. To ułożenie sprawia że kręgosłup i stawy biodrowe dziecka nie są przeciążone.
  6. Tlen – Upewniamy się że dziecko może swobodnie oddychać i ma zapewniony przepływ powietrza. Motamy chustę tak by nie przykrywać głowy materiałem.
  7. Luz – dajemy sobie czas na naukę. Popełniamy błędy, analizujemy je i pracujemy nad lepszym wiązaniem bez wyrzutów sumienia i obwiniania się. Początki bywają trudne, nieperfekcyjne i skomplikowane. To dotyczy absolutnie każdego.
  8. Różnorodność – zapewniamy dziecku warunki do zdobywania wiedzy o świecie, wspieramy jego zmysły, obserwujemy reakcje, odruchy, dajemy czas i przestrzeń do zdobywania nowych umiejętności. Jest to możliwe tylko wtedy gdy dziecko ma zapewnioną różnorodność. Dlatego jeśli nosimy dziecko przez 2h podczas górskiego spaceru starajmy się aby również tego samego dnia przez 2h poleżało na twardej podłodze, lub trawie, pobawiło się w ruchu.

Kangurki, koale i jodełki – czyli wiązania i rodzaje chust.

Sposobów wiązań jest ponad 30! Niemniej na początek warto zapoznać się z kilkoma najczęściej stosowanymi:

  • kieszonka – to bardzo szybkie i praktyczne wiązanie, najczęściej polecane dla maluszków aktywnych, ruchliwych lub dzieci, które przechodzą skok rozwojowy,
  • kangurek – podstawowe wiązanie, które możemy stosować od pierwszych dni życia. Wiązanie stabilnie podtrzymuje główkę i tworzy na ramionach rodziców charakterystyczne „motylki”, które rozkładają ciężar dziecka nie obciążając pleców rodzica.
  • plecak prosty – podstawowe wiązanie, gdzie dziecko motane jest na plecach. Bardzo wygodne ale wymaga już troszkę wprawy gdyż trzeba „zarzucić” dziecko w chuście na plecy.

Podobnie jak wiązań, mamy kilka rodzajów chust:

  • tkane – wyróżniamy podstawowe sploty: skośno-krzyżowy, diamentowy, jodełkowy, serduszkowy, żakardowy. Wszystkie mają swoje plusy i minusy, wszystkie są bezpieczne i można je stosować od samego początku. Jaka jest różnica? Indywidualna. np. splot serduszkowy i jodełkowy to chusty nieco grubsze i mocniejsze w dotyku, lepiej podtrzymują dziecko ale wymagają większej siły w dociąganiu. Sploty skośno-krzyżowy i diamentowy nie wymuszają od nas tyle pracy przy dociąganiu ale najczęściej tkane są w paski, co wizualnie nie zawsze każdemu odpowiada. Splot żakardowy wybacza wiele błędów i tuszuje niedoskonałości. Chcąc wyćwiczyć wiązanie lepiej jednak zacząć od skośno-krzyżowego.
  • elastyczne – te dedykowane są najmniejszym maluszkom do ok. 4 kg wagi. Trudno jednak zadbać w nich o dobre ułożenie ciała maluszka i wystarczające naprężenie chusty, która pozwoli odpowiednio zabezpieczyć pozycję dziecka. Trzeba też większej ilości warstw chusty aby zamotać malucha, co wiąże się z mniejszym komfortem termicznym.

Czy tylko bawełna? Czyli materiały, z jakich utkane są chusty.

Również mamy do dyspozycji wiele materiałów, z których chusty są utkane: bawełna, len, bambus, wełna czy jedwab. Rodzaj materiału wpływa bezpośrednio na funkcjonalność takiej chusty – w góry najlepszym rozwiązaniem będzie chusta bawełniana (łatwo się pierze i szybko wysycha) lub z włókien wełny merino, gdyż chodząc z obciążeniem pocimy się bardziej i aby zapewnić sobie i maluszkowi większy komfort termiczny warto zadbać o przewiewne i naturalne materiały. Dodatkowym atutem merino są jej wyjątkowe właściwości termiczne, które sprawiają, że dopasowuje się do warunków zewnętrznych – latem chłodzi a zimą grzeje.

Rodzaje chust

Chusty różnią się od siebie nie tylko rodzajem tkaniny czy splotem ale także systemem – mogą być chusty proste (długi pas materiału dający wiele możliwość motania, którego może być od 3,2m do 5,2m w zależności od planowanych wiązań i gabarytów rodzica), kółkowe (zamocowany na dwóch kółkach pas chusty, który pozwala nosić dziecko na jednym ramieniu, w asymetrycznym ułożeniu co może bardziej obciążać rodzica) czy kieszonkowe (chusta z wyprofilowaną kieszonką, do której wkłada się malucha – trudno tutaj jednak o prawidłową pozycję malucha. Ponadto, w USA chusta ta została wycofana z użytku ze względu na przypadki śmiertelne wśród dzieci noszonych w niej – pozostawiamy zatem pod dużą rozwagę rodzica ich użytkowanie.)

Ile kosztuje chusta?

Firm, które oferują chusty do noszenia dzieci jest na rynku całe mnóstwo – począwszy od Lidla, który oferuje chusty za 80zł na EverySlings skończywszy, w której ofercie znajdziemy produkty za 2 000zł. Najbardziej popularnymi markami w Polsce jednak są Lenny Lamb czy Little Frog, w których ofercie znajdziemy zarówno chusty dla początkujących (bawełniane „pasiaki” o skośno-krzyżowym splocie za 150zł) jak i żakardowe cudeńka za 500zł. Prawda jednak jest taka, że z chustą jak z winem – im starsza tym lepsza. Głównie ze względu na jej miękkość – nowa chusta będzie dość sztywna i będzie wymagało od nas trochę pracy aby ją „złamać”. Choć już nie tak wiele jak dawniej, gdyż z każdym rokiem, producenci używają coraz lepszych surowców. Pomimo to, szczerze polecamy chusty „z drugiej” albo nawet i „trzeciej ręki” gdyż nie tracą one na wartości czy funkcjonalności – wręcz przeciwnie! Na facebooku można znaleźć sporo grup o chustowej tematyce, gdzie mamy sprzedają, wymieniają się czy przekazują na wzajemne testy różne chusty. A dla estetów i estetek dodam, że z chusty sprawić sobie można także nerkę, plecaczek czy portfeliki – wiecie… do kompletu!  

Po drugie – nosidła ergonomiczne.

Dla jednych to etap pośredni między chustonoszeniem a nosidłem turystycznym. Inni z kolei korzystają z nosideł tego typu do osiągnięcia przez dzieci „samodzielności wycieczkowej” używając „toddlerowych” wersji tego sprzętu. Generalnie, nosidła tego typu dedykowane są samodzielnie siadającym dzieciom (nie siedzącym a siadającym! To wielka różnica! Pamiętajcie o tym!) i stanowią miękki kawałek materiału (panel) opatulający dziecko, posiadającego pasy naramienne i pas biodrowy.

Wrap Tai, hybrydy i klamrowe – czyli o rodzajach nosideł słów kilka.

Wyróżnić można trzy główne typy nosideł ergonimicznych: wiązane, hybrydowe oraz klamrowe, które stanowi najbardziej praktyczne rozwiązanie na górskie wędrówki. Osobiście musimy przyznać, że z ulgą odetchnęliśmy gdy zarówno jedna jak i druga Powsinóżka zaczęły siadać i mogliśmy zamienić chustę na nosidło – pomimo wielu chustowych zalet, jej użytkowanie w górach przysparza trochę niedogodności (przy wiązaniu, poły chusty szorują po błocie i liściach, każdorazowe zamotanie po postojach zajmuje trochę czasu, jest stosunkowo gorąco). Dodatkowym atutem takiego nosidła, jest możliwość schowania go na dnie plecaka jako „wyjście awaryjne” w przypadku braku pewności co do tego, czy nasz maluch pokona trasę na własnych nóżkach. Równocześnie malec nie widząc od początku możliwości wskoczenia na rodzicielskie plecy, będzie chętniej przemierzał kolejne kilometry – tacy spryciarze! Nosidła wiązane, inaczej Mei-Tai / Wrap Tai jak sama nazwa wskazuje, nosidło którego zarówno pas biodrowy jak i pasy naramienne regulowane i mocowane są za pomocą wiązania. Nosidła hybrydowe z kolei posiadają pas biodrowy zapinany na klamrę lub rzep – pasy naramienne natomiast pozostają wiązane. Ostatni rodzaj – nosidła klamrowe – to najbardziej popularny rodzaj, w którym zarówno pas biodrowy jak i pasy naramienne zapinane są za pomocą klamer i są wypełnione bardziej lub mniej sztywna gąbką. W przypadku pasów naramiennych klamerka znajduje się na małym pasku łączącym oba pasy na piersiach (w przypadku noszenia dziecka na plecach) lub na wysokości łopatek (gdy nosimy dziecko z przodu). System taki zabezpiecza szelki przed zsunięciem i odciąża ramiona rodzica choć aby zapiąć go na plecach, trzeba się trochę nagimnastykować! Najbardziej popularnymi firmami oferującymi tego typu nosidła są: Tula, LennyLamb, Storchenwiege, Kavka, Fidella, czy Pathi. W ofercie tych firm znajdziemy nosidła o różnych rozmiarach – tzw. standard (dla dzieci siadających od rozmiaru ubranek 74 do 92) oraz „toddler” (dla większych dzieci o rozmiarach 98 – 110). Na uwagę zasługują również nosidła regulowane, gdzie rodzic dostosowuje szerokość panelu do gabarytów dziecka, w taki sposób aby zapewnić jak najlepszą pozycję dziecka i wsparcie kręgosłupa na całej jego długości. Bo odpowiednia szerokość panelu to jedna z podstawowych zasad zapewniających bezpieczne i komfortowe noszenie. Podrodzajem nosidła klamrowego jest Onbuhimo, u którego występują pasy naramienne zapinane na klamerkę oraz brak pasa biodrowego. To nosidło szczególnie polecane osobom wysokim, którym ciężko umieścić sztywny pas biodrowy we właściwym miejscu oraz kobietom w ciąży, gdyż brak pasa likwiduje znacznie nacisk na brzuch. Dodatkowo, to najlżejsze i najmniejsze po kompresji nosidełko – idealne zatem jako wspomniane wyżej „wyjście awaryjne”, gdyż nie ciąży zbytnio w plecaku a ma moc „uratowania” niejednej wycieczki! Podkreślić jednak należy, iż nosidło to dedykowane jest dzieciom chodzącym.

Kilka ważnych kwestii przed zakupem nosidła.

Przed zakupem nosidła warto wziąć pod uwagę kilka kwestii – jest to jakby nie patrzeć kolejny, dość spory wydatek w rodzicielskim budżecie. Dlatego powinniśmy się dobrze zastanowić nad doborem tego sprzętu aby jego użytkowanie sprawiało radość i wiernie towarzyszyło nam w rodzicielskich przygodach. Najważniejsze kwestie znów poruszy dla nas Paulina.

  1. Ubranka dziecka – przy wyborze nosidła, nie sugerujemy się wagą, ponieważ ona może być myląca. Rozmiar ubranek oraz indywidualne cechy dziecka są najlepszym wyznacznikiem. Jeśli mamy dziecko duże lub małe jak na swój wiek lub np. posiadające długie nogi warto zastanowić się nad wyborem opcji nosidła regulowanego. Dzięki temu indywidualnie dopasujemy wymiary panelu na szerokość i wysokość do dziecka.
  2. Wybór nosidła jest dużo trudniejszy niż wybór chusty – nosidło nie dopasuje się do naszego ciała, nie będzie „współpracować” jak chusta. Dlatego zanim kupimy konkretny produkt, warto go wcześnie zmierzyć i przekonać się czy jest nam w nim wygodnie. Producenci oferują nosidła które mają różną sztywność pasa biodrowego, różną szerokość pasów naramiennych, różny rodzaj tkaniny. Warto przetestować i sprawdzić co nam odpowiada.
  3. Nosidła z kapturem pozwalają na bezpieczne noszenie na plecach – po zaśnięciu dziecko będzie odchylać głowę do tyłu. Kaptur podtrzymuje głowę i zabezpieczy odcinek szyjny kręgosłupa.

Dodatki do nosideł – hity i porażki producentów

Dodatki do nosideł to przede wszystkim „nerki”, które pozwalają transportować prócz dziecka „coś jeszcze” – bo o ile gdy dziecko nosimy z przodu pozostają nam wolne plecy, na które możemy zarzucić plecak, o tyle przy noszeniu dziecka na plecach nie mamy już zbyt wiele możliwości. Wartym wypróbowania dodatkiem jest także kapturek, który przymocowany do górnej krawędzi panelu pozwala zabezpieczyć główkę śpiącego dziecka w nieruchomej pozycji. Z kolei coś co zdecydowanie, głośno i stanowczo odradzamy to tzw. „wkładki dla niemowlaka” – styropianowy wkład do nosidła unoszący dziecko do właściwej wysokości, który poza wyrządzeniem mu szkody nic innego nie robi, gdyż nie zapewnia w żadnym stopniu właściwej pozycji malucha. Podobnie jak tzw. „wisiadła”, nosidła o sztywnym panelu wspierającym dziecko czy nosidła, których producenci deklarują możliwość noszenia w nich „przodem do świata”, gdzie dziecko przylega do rodzica plecami. Więcej na ten temat, ma nam do powiedzenia Paulina. „Sztywne nosidła wymuszają u dziecka pozycje prostych pleców. W przypadku niemowlaków taka pozycja sprawia, że cały ciężar głowy (a to najcięższy element ciała dziecka) spoczywa na kręgosłupie, który nie jest gotowy aby się z tym zmierzyć. Może dojść do przeciążenia kręgosłupa co da o sobie znać nie od razu, ale w późniejszym okresie szybkiego wzrostu i rozwoju. W „wisiadłach” nogi dziecka zwisają bez podparcia, cierpną, bolą. Objawem tego jest nerwowe poruszanie nogami, niekiedy kopanie rodzica, odchylanie nóg do tyłu w stronę brzucha rodzica – dziecko szuka ukojenia i podparcia nóg. Nosidła nie są też wskazane dla niemowlaków z uwagi na fakt, że brakuje tu podparcia bocznego. Jeśli chusta to dla nas kosmos i pomimo nauki nie jesteśmy w stanie sobie z nią poradzić warto poprosić o pomoc doradcę noszenia, który pomoże dobrać nosidło tak by mimo niewielkich rozmiarów malucha, uzyskać właściwą pozycję dziecka. To jest możliwe!”

Po trzecie – nosidło turystyczne.

To najbardziej „górski” sposób noszenia dzieci i dla nas najwygodniejszy, z którego z chęcią i często korzystamy. Dla rodzica przypomina po prostu noszenie plecaka z ruszającą się zawartością a dla dziecka stanowi wygodny sposób przemieszczania się i podziwiania górskich krajobrazów. Nosidła te, przeznaczone są już dla dość sporych dzieci (do ok. 18kg) ze względu na jego gabaryty – maluszek pomijając, że woli bezpośrednią bliskość rodzica to po prostu zapadłby się w takim nosidle. Podobnie jak w przypadku chust i nosidełek miękkich, jest kilka ważnych aspektów, na które należy zwrócić uwagę przy wyborze nosidła.

Bezpieczeństwo i wygoda przede wszystkim!

Dla nas pierwszorzędną kwestią jest kwestia wygody i bezpieczeństwa zarówno rodzica jak i dziecka. Nosidło powinno być mierzone przez taki wycieczkowy „duet” i wybrane z obopólnym zadowoleniem. Komfort zdecydowanie podnoszą dobrze wypełniony i szeroki pas biodrowy, który przenosi znaczną część obciążania z ramion na biodra, co pozwoli uniknąć np. drętwienia rąk czy bolesności ramion – dokładnie jak w porządnym plecaku. Dla dziecka natomiast ważne są strzemiona, w które można wsadzić nóżki, co zapobiega zmniejszeniu przepływu krwi do nóg i ich drętwienia. Należy również przypilnować aby nogi były zgięte pod kątem ok. 90 stopni, co jest optymalną pozycją. Kolejnym aspektem podnoszącym komfort podróży jest poduszka, miękka podpórka, którą za pomocną dopasowania wysokości siedziska, powinna się znaleźć na wysokości policzka dziecka. Gdy bowiem rytmiczny marsz i szelest liści zapędzi go do snu, wygodnie będzie mu oprzeć buźkę. W starszych modelach nosideł ta poduszka, mimo że sporych rozmiarów, wymaga czasem podparcia od tyłu głowy dziecka np. zwiniętym polarem aby nie odchylała się ona bezwładnie do tyłu. Najnowsze nosidła marki np. Deuter mają świetne rozwiązanie w postaci poduszek zagiętych w „rogalik” o podniesionych bokach, co skutecznie blokuje główkę w trakcie marszu. Warto zwrócić uwagę też na to, czy ową poduszkę można odpiąć do prania. Bo nie wiem jak Wasze ale nasze dzieci zazwyczaj trzymają w ręce kabanosa albo chrupki kukurydziane – połączcie to z miękką tkaniną na wysokości twarzy i odpowiedzcie sobie sami na pytanie, dlaczego możliwość jej wyprania jest taka ważna… 

Ochrona przed skwarem i wypadnięciem

Kolejno, warto zaopatrzyć się w przeciwsłoneczny daszek. Czasami jest on sprzedawany jako dodatkowe wyposażenie nosidła, czasem jest w zestawie. Warto go jednak mieć. Bo mimo, iż momentami utrudnia wędrówkę zahaczając o niższe gałęzie, to na otwartych przestrzeniach chroni dziecko przez upałem, spadającymi liśćmi czy lekką mżawką. Jeśli spodziewamy się deszczu (a w górach pogoda wszak jest bardzo zmienna) czy silnego wiatru, polecamy Wam zaopatrzenie się w pokrowiec przeciwdeszczowy, który naciągnięty od daszku po stopy dziecka skuteczni chroni go zarówno przed przemoczeniem jak i przewianiem. Na bezpieczeństwo sprzętu wpływają także posiadane przez nie pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa wewnątrz nosidła, którymi zabezpiecza się dziecko przed wypadnięciem np. w głębokim pochyleniu aby przejść pod kłodą na szlaku czy samodzielnym wydostaniem się z niego w niepożądanych okolicznościach oraz rozkładany podnóżek, który stabilizuje nosidło w trakcie wkładania czy wyjmowania dziecka i zapobiega przewróceniu.

Kije, ekstra przestrzeń i „2w1”

Ostatnim aspektem w zakresie bezpieczeństwa o jakim chcemy wspomnieć jest używanie kijów trekkingowych. Warto się nimi wspierać, zwłaszcza przy stromych zejściach bo należy pamiętać o tym, że środek ciężkości umieszczony jest zdecydowanie wyżej niż w zwykłym plecaku, co sprzyja łatwej utracie równowagi. Także nasz „bagaż” potrafi nas drapać po szyi, ciągnąć za włosy, kopać po bokach czy podskakiwać w rytm nuconej piosenki – z pewnością nie pomaga to w zachowaniu równowagi, nie tylko fizycznej… Ponadto, zazwyczaj w nosidłach turystycznych nosimy dzieci już stosunkowo ciężkie a o własne kolana warto dbać – wszak nie jeden jeszcze szlak przed Wami! Kończąc natomiast kwestię komfortu polecamy sprawdzić, czy nosidło oferuje dodatkową przestrzeń bagażową – najczęściej większa przestrzeń pod pupą dziecka oraz małe kieszenie po bokach, czy na tyłach nosidła. Dodatkowa przestrzeń na pampersy i tubki owocowe zawsze się przyda! Niektóre marki np. Thule oferują w naszym odczuciu bardzo praktyczne rozwiązanie – mały pojemnościowo plecak, który przyczepiany jest do nosidła jako rzeczona przestrzeń bagażowa, a którą w razie potrzeby można użytkować jako samodzielny sprzęt. Tak zwane „2w1”.

Kupić czy wypożyczyć?

Jeśli decydujecie się na zakup nosidła (czy to nowego czy używanego) polecamy Wam takie firmy jak Deuter, Osprey, Little Life czy Thule. Ich koszt zazwyczaj jest dość wysoki (między 600-1500zł) jednak „spłaca się” komfortowym i bezpiecznym użytkowaniem. Jeśli jednak zamierzacie korzystać z nosidła bardziej okazjonalnie to polecamy rozważanie wypożyczalni – w miejscowościach turystycznych jak np. Zakopane, Wisła czy w większych miastach np. Kraków można takowe znaleźć i za ok. 30zł dziennie cieszyć się górami. Dochodzą nas słuchy jednak, że czasami stan takich pozostawia trochę do życzenia – warto więc zorientować się wcześniej w asortymencie jakim dysponują.  

Jak widzicie, możliwości noszenia dzieci w górach jest pod dostatkiem i wierzymy, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli nie, zawsze pozostaje nieśmiertelny „baran” – i do przodu!    


 
WSKAZÓWKI
  • W słoneczne dni koniecznie trzeba zadbać o nakrycie głowy dla maluszka!
  • Przy upale, dobrze sprawdzi się osłanianie dziecka cieniem własnego kapelusza z dużym rondem lub… parasolem.
  • Warto zaopatrzyć w „nerkę” do noszenia drobiazgów
  • Na chłodne dni przydadzą się specjalne bluzy czy kurtki „dla dwojga” z wyprofilowaną (często dopinaną) częścią z miejscem na maluszka. Z własnego doświadczenia polecamy firmę Greyse czy LennyLamb.
  • W roli „otulacza” dla rodzica z zamotanym maluszkiem sprawdzi się też dresowa bluza za duża o jeden czy dwa rozmiary.
  • W wietrzne i chłodne dni rodzicowi może być zimno w okolicę szyi (trudno się tam osłonić bez odcięcia dostępu powietrza maluchowi). Przydadzą się golfy, „buffy” oraz szaliki.